Obsługa Klienta

Szklanką po łapkach, czyli niebieskiego dyskwalifikacja w „pewnych” bYznesach

Historia zakończenia pewnej znajomości

Miałam sobie kiedyś koleżankę. Nie żebyśmy miały szczególnie zażyłe kontakty. Kiedyś pracowałyśmy razem, ceniłam w niej pracowitość, ukrytą głęboko – ale życzliwość i wrażliwość, i zadbanie o swój rozwój osobisty, ale przede wszystkim asertywność. Pewnego dnia stwierdziła, że praca w firmie nie daje jej satysfakcji, więc zdecydowała się odejść i zająć się rozwojem swojej własnej działalności. Zajęła się ona szkoleniami i coachingiem. Nie wiem na ile satysfakcjonujące było to dla niej zajęcie, ale lekkich kilka lat później zajęła się „bYznesami” związanymi z zarabianiem przez internet. Czyli ogólnie rzecz ujmując: wpłacasz kasę, niemal nic nie robisz i KASA LECI. Aha – no i rzecz jasna – istotnym elementem tego biznesu było zapisywanie do sieci innych osób, które oczywiście też dokonają wpłaty i będą zapisywać następnych. Żyć – nie umierać. Moja koleżanka zaczęła w intensywny sposób działać w internetach głosząc o swoich finansowych osiągnięciach i zachęcając do tajemniczych, ale jak bardzo zyskownych działań. Bo nic tylko inwestować 8zł, by po 3-6 miesiącach mieć z tego 10.000zł!! A lista wolnych miejsc, by się zapisać w zastraszającym tempie ubywa…

dollar-1969930_1280

Making money…

Oczywiście jak w przypadku takich historii – pojawiło się wiele osób, które wykazywały zainteresowanie szczegółowymi informacjami, więc były one wysyłane wyłącznie na prv. Pojawiło się też sporo głosów w stylu: manipulacja, piramida itp. No trudno się dziwić, bo metody „rekrutacji” do wątpliwego biznesu ewidentnie wskazują na nielegalne działania, albo przynajmniej wykorzystujące lukę w niedoskonałym systemie prawnym. Ale pomińmy to. Bardzo zaskoczyły mnie reakcje mojej koleżanki na wszelkie komentarze, które nie wykazywały zainteresowania, a wskazywały na to, że może to być np. piramida. Za każdym razem ze strony dziewczyny pojawiały się komentarze. Wszystko byłoby ok, bo wskazuje to na wykazanie zainteresowania opinią osoby komentującą, ALE… Ale odpowiedzi na komentarze za każdym razem – w mniej lub bardziej zawoalowany sposób były nasączone… przynajmniej delikatną formą agresji i arogancji. Asertywności – tej z których dziewczyna była mi znana i za którą ją podziwiałam – nie było w nich WCALE. Pojawiła się nawet ciekawa we formie konfrontacja z panem, który jest wykładowcą na uczelniach ekonomicznych a także członkiem zarządu w dużych firmach. No i tutaj okazało się, że pan się na inwestycjach nie zna i nie ma racji – wraz z odesłaniem pana do książek. Niekoniecznie w asertywny sposób. Ehh…

Niestety próba informacji zwrotnej odnośnie tego, jak to wszystko wygląda z boku – skończyła się fiaskiem, ponieważ zostałam „opitolona” we wiadomości i bardzo szybko zablokowana oraz usunięta z grona znajomych… No cóż – STRACIŁAM KOLEŻANKĘ, a chciałam dobrze.

Poczucie własnej wartości od d*** strony

Bo zaczęłam od przydługawej historii. Nie to, że jestem specjalistką od poczucia własnej wartości, ale ciągle uczę się sama tego od Viki z Akademii Kreatorek, która dla mnie jest mistrzem w tej kwestii. Postawa: „ja jestem OK, ty nie jesteś OK”, choć może tutaj objawiło się bardziej „ja nie jestem OK – ty nie jesteś OK”? W każdym razie pojawiły się ewidentne komunikaty agresywne…

Jak w sytuacji mojej (byłej już) koleżanki – reagowałaby osoba ze zbudowanym poczuciem własnej wartości? Prawdopodobnie – nie wchodziłaby tak często w konfrontacje. Nawet jeżeli miałaby odpowiadać na każdy „niechętny” komentarz – robiłaby to w sposób mniej więcej taki: „OK, szanuję Twoją opinię”, ale na pewno nie wiązałoby się to z blokowaniem lub tym bardziej usuwaniem z kontaktów.

bYznes tylko dla otwartych

Podobno ten bYznes jest dla ludzi OTWARTYCH. No i okazało się, że zostałam oceniona jako… nienadająca się. Jakby spojrzeć na to z innej strony – odezwała się we mnie niebieska część mojej osobowości. Dążenie do poprawności, do perfekcji, potrzeba analizy na podstawie informacji, których nie było, bo były ukryte, a z drugiej strony trochę zieleni, by pomóc koleżance we wprowadzeniu w tym co robi (już bez oceny: etycznie, czy nie – w końcu nie moja broszka, choć… no mam swoje wątpliwości w tej kwestii) harmonii i lepszych relacji z jej „odbiorcami”. No i dostałam… Szklanką po łapkach…